O mnie: pamiętnikarz, lecz nie bloger.

Nazywam się Kamil Chachuła. Autor niniejszego bloga pt. “Egzystencjalne Bluzgi” – kącika osobistych westchnięć nad kondycją sztuki i kultury, jednakowoż także miejsca, gdzie prezentuję Państwu skromne zapiski żywcem wzięte z notatników, wypełnionych opowiadaniami, wierszami, aforyzmami, eksperymentami literackimi – generalnie rzecz ujmując – jest ów blog pamiętnikiem, odgórnie któremu narzucono ogólnikową, i niesłuszną formę internetowej zlewni. Świadom, iż mierzyć się muszę w tym wszechświecie z innymi, utalentowanymi oraz pracowitymi autorami, dzielę się z czytelnikami zjawiskami personalnymi, w moim mniemaniu urastającymi do rangi niezwykłych ekscytacji.
Stronę założyłem w lipcu 2016 roku, pewnego upalnego popołudnia, wzdychając nad sensem swoistej otwartości artystycznej. Wielokrotnie wspominałem w swych tekstach, że znam osoby, do granic wytrzymałości poświęcające się szlifowaniu autorskich umiejętności na płaszczyźnie czy to literackiej, fotograficznej, plastycznej, a nawet muzycznej. Gdzie plasuję się ja? Zapewne nigdzie, ponieważ eksperymentuję, rozpieprzam składnię gramatyczną, implikując ją w sentymentalny styl, do jakiego przyzwyczaili nas chociażby poeci symboliczni, Jane Austen czy Virginia Woolf. Nieprzypadkowo też wspominam o takich, a nie innych sylwetkach, gdyż – właśnie – byli to moderniści tradycji, eksperymentatorzy awangardowi wyprzedzający czasy sobie współczesne, przybrani w eleganckie, ale również prowincjonalne fatałaszki, na fotografiach prezentują się bynajmniej jak posłuszni historii gawędziarze, trzymani w ryzach zewnętrzności… Ukochałem sobie wizjonerów, kuszących elegancją, dopracowaniem frazy, rytmem, przebiegłym spojrzeniem, dwuznacznością. Nie zamierzam wyliczać, kto był mi wpływowy, a kto nie, zresztą, ile już razy na łamach “Egzystencjalnych…” o tym wzmiankowałem?
Tytułowe “bluzgi” są – co winien jestem wyjaśnić – policzkiem skierowanym w stronę konserwatywnej w sposób podły, sztuczny, kulturze słowa pisanego. Nie zrywam z tradycją; dopuszczam się metamorfozy, wpisanej w ciąg życia, jakiegokolwiek życia. Życia człowieka, życia roślin, życia sztuki. Mierzę ostre razy w kark skostniałych dziejów intelektu, martwego, gnijącego, stojącego nierzadko w miejscu, przypominającego osowiały dąb bardziej niż żywą, kwitnącą, zwinne pnącze oplątujące martwe dusze wkoło. Nie zabijam, a wzmacniam. Upodabniam się do surrealistycznego, jambicznego rytmu poezji, wyciągając z pordzewiałych kajdan umysły swego młodego, poszukującego alternatywy, pokolenia. I tak, macie rację, jeśli myślicie sobie, że jestem egoistą. – Jestem egoistą. Tak też pierwotnie miał ów pamiętnik się nazywać. “Egoista”: chciałbym, aby zabrzmiało to wyraźnie oraz donośnie.
Każdy tekst zadedykowany jest sobie. O sobie samym. Wiele tym wyznaniem ryzykuję, wiem o tym.
Jesteście tym zrażeni? Powiedzcie, proszę, czy nie okazujecie egoizmu, gdy jesteście ślepi na słowa swego, być może, znajomego, przyjaciela…? Z racji powszechnej ślepoty piszę dla siebie. Ukrywając się pod twarzami pięknych, efemerycznych bohaterek opowiadań, ale i wschodów, zachodów słońca, nurtu rzeki, opisuję swe prozaiczne fantazje. Wyznaję pogląd, mówiący, że to, co zwykłe w mniemaniu człowieka, może być nietuzinkowe dla kogoś innego. Nie przeczę, iż jest to motto, patronujące pracom nad poszczególnymi tekstami.
Używam wulgaryzmów, co może stanowić pewien problem. Cóż jednak z tego? Pierwszy był Louis-Ferdinand Celine, “Podróż do kresu nocy”, czytaliście? Napluł w twarz wypacynkowanej, powojennej Francji, on, zwykły lekarz, nie mający doświadczenia w sferze wyższych standardów sztuki. Celine (Destouches) nabluzgał, napluł, i zrobił to z taką gracją, że jego debiutancka powieść stanowi kanon powieściowych fundamentów dla każdego undergroundowego, początkującego autora. – Także i ja, Kamil Chachuła, nie jestem kimś wyjątkowym, lecz wyjątkowością odznaczać się może to, co kreuję przed wzrokiem czytelników. Wyjątkowe są te paskudne twarze, brzydkie słowa, upodlenie, piękno na kanwie literackiego gwałtu, a wszystko to odnaleźć można w strumieniu mętnym jak błoto, strumieniu wizji zawartych na wirtualnych kartach niniejszego bloga-pamiętajcie, proszę, iż dla mnie, to przede wszystkim nieskończony pamiętnik.
Dziękuję.
Advertisements